Islandia: Kraina lodu, ognia i najdroższej kawy w moim życiu
Jeśli myśleliście, że widzieliście już wszystko, to znaczy, że nie byliście na Islandii. Ta wyspa to inny świat. Dosłownie. Tutaj ziemia dymi, woda wybucha w górę pod ciśnieniem, a lodowce powoli spływają do oceanu. Zapraszam na relację z mojej wyprawy dookoła wyspy drogą numer 1.

Złoty Krąg, czyli Islandia w pigułce
Moja przygoda zaczęła się od tzw. Golden Circle. Zobaczenie gejzeru Strokkur, który co kilka minut wyrzuca słup wrzącej wody na wysokość 20 metrów, to doświadczenie, którego nie zapomnę. Do tego potężny wodospad Gullfoss – huk spadającej wody jest tak głośny, że nie słyszysz własnych myśli. Stałem tam przemoczony od mgły wodnej, ale z ogromnym uśmiechem na twarzy.

Czarne plaże i błękitne lodowce
Kolejnym przystankiem była plaża Reynisfjara koło miejscowości Vík. Piasek jest tam czarny jak węgiel, a z oceanu wystają ogromne, bazaltowe iglice. Trzeba jednak uważać – fale są tam zdradliwe i potężne! Dalej na wschód dotarłem do Jökulsárlón – laguny lodowcowej. Pływające w niej błękitne bryły lodu, które odrywają się od największego lodowca Europy, wyglądają jak wielkie, lśniące diamenty rozrzucone na brzegu.

Praktyczne info: Portfel vs Islandia
Nie będę kłamać – Islandia jest droga. Za zwykłą kawę i kanapkę zapłacicie tyle, co za porządny obiad w Polsce. Ale wiecie co? Każda wydana korona była tego warta. Spanie w aucie z widokiem na zorzę polarną (którą udało mi się złapać trzeciej nocy!) to luksus, którego nie kupicie w żadnym hotelu.
Islandia nauczyła mnie, że natura jest potężna, a my jesteśmy tylko małymi obserwatorami jej spektaklu. Jeśli kochacie surowe krajobrazy i wiatr we włosach – po prostu Just Go!

